Rozszerzanie diety dziecka

Rozszerzanie diety dziecka


rozszerzanie diety dziecka


 Rozszerzanie diety dziecka


No i stało się! Dopiero witaliśmy na świecie córeczkę a już po raz drugi zmagam się z tematem rozszerzania diety. Piszę o zmaganiach bo pomimo, iż przerabiałam już ten temat to i tak jest to dla mnie ogromne wyzwanie. 

Po pierwsze minęło już ponad 4 lata gdy po raz pierwszy planowałam rozszerzanie diety synka więc za dużo mi w głowie nie zostało...całe szczęście, że mam swoje notatki. Po drugie od tego czasu zmieniła się także moja świadomość żywieniowa i sposób w jaki przygotowuję posiłki dla mojej rodzinki.

Na plus jest fakt, iż przy drugim dziecku nie jestem tak spięta. Nie wszystko musi być "idealne" i "książkowe" bo po prostu się nie da. Nie mam tyle siły i energii jak przy synku. To nie znaczy, że zbagatelizuję temat ( bo to nie w moim stylu ) ale podejdę do niego bardziej na luzie.

Postanowiłam, że sama będę przygotowywać posiłki dla córeczki. Zresztą nie po to gromadziłam zapasy owoców i warzyw z lata żeby teraz z nich nie skorzystać! W międzyczasie wpadły mi w ręce różne mądre książki więc moim zadaniem było połączyć wszystkie puzzle i na nowo podejść do tematu. Chociaż stresik był jak to przed każdym nowym wyzwaniem:) Szczerze polecam książkę "Zdrowe dzieci"- to dla mnie skarbnica wiedzy, z której czerpię i pomału wprowadzam zdrowe zmiany w mojej rodzinie. Sama autorka Ewa Gierula dzieli się swoim osobistym doświadczeniem jak poprzez właściwe odżywianie cieszyć się trwałym zdrowiem.

W moich propozycjach dań dla niemowlaków nie znajdziecie zbóż...więc tradycyjne kaszki odpadają. Postanowiłam, że zboża wprowadzę córeczce nieco później gdy jej układ pokarmowy będzie dojrzalszy by trawić mocno obciążające go pokarmy. Tym samym trochę sobie utrudniłam i ograniczyłam wybór ale wierzę, że będzie to z korzyścią dla mojego dziecka.


Od kiedy rozpocząć rozszerzanie diety?


Zgodnie z powszechnymi zaleceniami do 6 miesiąca życia karmiłam swoje dzieci tylko i wyłącznie piersią. 

Przy synku szczerze to czekałam aż on sam zrezygnuje i stało się to około 8-9 miesiąca. Jednak to była inna bajka- karmienia były bardzo długie, na początku trwały około 1,5 godziny. Nie zdążyłam ogarnąć się po jednym karmieniu a już synek domagał się kolejnego. Córeczka jest całkiem inna - szybko zajada i standardowo karmienie trwa około 10-15 minut. Ale żeby nie było tak kolorowo to do szóstego miesiąca budziła się w nocy na jedzenie co 1,5-2 godziny.

Teraz gdy wprowadziłam córeczce już pierwsze pokarmy pomału wydłużają się jej przerwy między karmieniami, dzięki czemu i ja zyskuję trochę więcej czasu np na to by obmyśleć kolejne dziecięce menu.

Chciałabym podzielić się tutaj z Wami moimi pomysłami na rozszerzenie diety dziecka. Chcę Wam pokazać jak to było u nas i jak w łatwy sposób można samodzielnie przygotować zdrowe dania dla dzieci. Moje propozycje są dostosowane do produktów do których miałam dostęp. Dużo zależy od tego w jakiej porze roku przystępujecie do rozszerzania diety u nas przypadła ona na czas zimowy.  


Kiedy dziecko jest gotowe do rozszerzania diety?


Zanim przystąpicie do rozszerzania diety zwróćcie uwagę czy Wasze dziecko wykazuje już symptomy gotowości do tego kroku. Córeczka często towarzyszyła nam podczas wspólnych posiłków, zazwyczaj siedziała u mnie na kolanach i mogła obserwować nas w trakcie jedzenia. Była bardzo zaciekawiona tym co dzieje się na stole, wyciągała rączki w stronę jedzenia i radośnie gaworzyła. To są sygnały świadczące o zainteresowaniu dziecka i przemawiające za rozpoczęciem rozszerzania diety. Dobrze jak dziecko potrafi już siedzieć wtedy podawanie pokarmu jest łatwiejsze. My w obydwu przypadkach karmiliśmy dzieci najpierw w nosidełku lub leżaczku a potem dopiero w krzesełku.


Pierwsze dania niemowlaka





pierwsze warzywa


Jak już wspominałam do 6 miesiąca karmiłam córeczkę tylko i wyłącznie piersią. A po szóstym miesiącu zaczęłam wprowadzać nowe pokarmy. 

Przez pierwsze 2-3 tygodnie były to warzywa a po tym czasie zaczęłam wprowadzać także owoce. Pamiętajcie, że są to początki i chodzi tylko o zaciekawienie dziecka nowymi smakami. Nowe produkty nie zastąpią całej porcji jedzenia. Nowe produkty wprowadzałam pomiędzy kolejnymi karmieniami piersią- dziecko nie jest wówczas zbyt głodne by się złościć i wybrzydzać więc i prawdopodobieństwo, że chętnie zje coś nowego jest większe.

Przy rozszerzaniu diety sprawdziła się taktyka, którą wypracowałam przy synku. Przygotowuję mały słoiczek nowego pokarmu (ok 120 gram) i podaję go przez kolejne 3 dni. Pierwszego dnia podaję 3 łyżeczki, drugiego dnia 1/3 słoiczka a trzeciego dnia resztę. 

W tak zwanym międzyczasie obserwuję dziecko czy dany produkt go nie alergizuje wówczas pojawiłyby się jakieś zmiany skórne lub bóle brzuszka. Zmieni się na pewno wygląd i konsystencja kupy. Będzie bardziej zbita i zielona.

Czwartego dnia zaczynam wprowadzanie nowego warzywa i postępuję zgodnie ze schematem.

Pierwsze warzywka gotuję do miękkości a następnie blenduję. To najprostsza papka dla dziecka na początek jego rozszerzania diety.

Przykładowe warzywka na start to: dynia, brokuł, marchewka, ziemniak, pasternak, kalafior.

Gdy dane warzywko się przyjmie i jest dobrze tolerowane przez dziecko można łączyć je z innym. Wtedy tworzę pierwsze dania na bazie dwóch składników np. ziemniak z marchewką, ziemniak z kalafiorem itp.. 


pierwsze owoce


Po około 2-3 tygodniach wprowadzania warzyw zaczynam podawać dziecku owoce. W ich przypadku postępuję tak jak przy warzywkach. Zaczynam od małej ilości i każdego kolejnego dnia zwiększam ilość.

Owoce poddaję obróbce cieplnej- gotuję je kilka minut. Po tym czasie odcedzam z wody i blenduję. Niektóre z nich np. maliny, wiśnie, jeżyny, przecieram przez sito. Natomiast zaczynam rozszerzanie diety owocami od jabłka, gruszki i banana. I tutaj analogicznie - gdy dziecko będzie dobrze tolerowało dany owoc to po około dwóch tygodniach można tworzyć pyszne owocowe połączeni: banan z maliną, jabłko z jeżyną itp.


A co do picia dla malucha?


dziecko pije



Rozszerzenie diety to także wprowadzenie napojów. Co prawda dziecko zaspokaja pragnienie pijąc mleko czy też spożywając zupki. Ja nie spieszyłam się z innymi napojami bo córeczka nie umiała pić z butelki dlatego podanie jej płynów było trudniejsze. Jak już chciałam dać jej coś do picia to używałam do tego łyżeczki lub kieliszka. Świetnym rozwiązaniem jest także kubek do nauki picia.

Pierwszymi napojami córeczki był świeżo wyciskany sok z marchwi rozcieńczany przegotowaną wodą lub słaba herbata rumiankowa.


W drugiej części moich porad podzielę się z Wami konkretnymi przepisami na pierwsze zupki i deserki dla niemowlaka. Mam nadzieję, że dzięki nim temat rozszerzania diety dziecka nie będzie już taki straszny.


  • Źródło zdjęcia nr 1 : <a href='https://pl.freepik.com/zdjecia/jedzenie'>Jedzenie zdjęcie utworzone przez wirestock - pl.freepik.com</a>
  • Źródło zdjęcia nr 2: <a href='https://pl.freepik.com/zdjecia/tlo'>Tło zdjęcie utworzone przez topntp26 - pl.freepik.com</a> warzywa
  • Źródło zdjęcia nr 3 : <a href='https://pl.freepik.com/zdjecia/jedzenie'>Jedzenie zdjęcie utworzone przez Racool_studio - pl.freepik.com</a> 

Rogaliki z marmoladą

Rogaliki z marmoladą

rogaliki



 Kruche rogaliki



Każde dziecko lubi ciasteczka. Zresztą nie tylko dzieci- sama często mam na nie ochotę jako dodatek do pysznej kawy czy herbatki. Mojej rodzince najbardziej smakują  kruche ciasteczka, które wprost rozpływają się w ustach. 

Domowe ciasteczka były w moim domu rodzinnym od zawsze, stąd też pewnie moje zamiłowanie do ich pieczenia. Najwięcej ciasteczek przygotowuję na święta ale też staram się od czasu do czasu zapełnić dedykowany im słój tak by zawsze w mojej kuchni znalazła się jakaś pyszna przekąska. 

Tym razem zrobiłam kruche rogaliki z nadzieniem z domowego dżemu. Z tego samego ciasta przygotowuję tez okrągłe ciasteczka. Tak naprawdę wystarczy posypać je cukrem pudrem i gotowe. Ich smak jest niepowtarzalny, delikatny i maślany. Zaraz po upieczeniu wydają się dość twarde ale gdy zamkniemy je w szczelnym opakowaniu to szybko zdobędą odpowiednią strukturę. Długo zachowują świeżość ale uwierzcie mi nie będziecie mieli za dużo okazji by się o tym przekonać. Jak posmakujecie jednego to zrozumiecie co mam na myśli:)

Przepis jest bardzo prosty i zawiera zaledwie kilka składników. To tradycyjny przepis na kruche ciasteczka mojej mamy. Ja ze swojej strony zamieniam jedynie mąkę z pszennej na orkiszową i używam cukru trzcinowego. Ciasteczka nic nie tracą na smaku a zyskują na jakości i wartości odżywczej. No to do przepisu:)



Przepis na kruche rogaliki i ciasteczka



Z podanych proporcji otrzymacie około 80 sztuk ciasteczek lub rogalików. Ja często robię je pół na pół tak by mieć dwa rodzaje tych pysznych smakołyków.

Składniki:


- 500 gram mąki,
- 200 gram masła,
- 2 jajka,
- 2 łyżki cukru trzcinowego,
- 2 łyżki kwaśnej śmietany,
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
- szczypta soli,
- domowy dżem na nadzienie,
- cukier puder do posypania,


Przygotowanie:


Wszystkie składniki wyciągamy wcześniej z lodówki. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy do niej szczyptę soli oraz proszek do pieczenia i całość dokładnie mieszamy łyżką. Następnie dodajemy jajka, śmietanę, cukier oraz pokrojone na mniejsze kawałki masło. Wszystkie składniki zagniatamy na jednolite ciasto. Odcinamy kawałek a resztę ciasta trzymamy pod przykryciem lub w lodówce. 


kruche rogaliki


Kawałek ciasta rozwałkowujemy - dość cienko. Od talerza deserowego (o średnicy ok. 18 cm) odrysowujemy kształt koła a następnie dzielimy je na 8 mniej więcej podobnych trójkątów. Na każdy trójkąt nakładamy troszkę dżemu ( mniej więcej 1/3 łyżeczki). Dżem nie może być za rzadki bo utrudni nam to lepienie rogalika. Najlepszy jest twardy, zbity dżem lub marmolada. 



Gotowe rogaliki układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce. Pieczemy w piekarniku nagrzanym na 180 stopni ( góra - dół) około 18min ( do momentu zrumienienia). Ciasteczka z tego przepisu piekę nieco krócej ( około 15 min). Po upieczeniu i wystudzeniu przekładamy do zamykanego pudełka. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

rogaliki z marmoladą





Babka ziemniaczana

Babka ziemniaczana

Babka ziemniaczana

 Babka ziemniaczana


Cała moja rodzinka bardzo lubi ziemniaki dlatego staram się je często podawać. Żeby nie było nudno wymyślam różne dania z ich udziałem. Ulubione dania ziemniaczane mojego synka to zdecydowanie kluski śląskie i kopytka. My dorośli lubimy także placki ziemniaczane i frytki a ostatnio do grona naszych ziemniaczanych faworytów dołączyła babka ziemniaczana. 

Baka ziemniaczana to bardzo smaczne i szybkie danie. Można ją także efektownie podać - dlatego ujmie swoim smakiem także gości. Możecie przygotować ją w większej formie lub tak jak ja w mniejszych, jednorazowych naczyniach żaroodpornych. 

To danie to połączenie przede wszystkim ziemniaków i boczku, którego idealnym uzupełnieniem są ogórki kiszone. 


Przepis na babkę ziemniaczaną


Z podanych proporcji otrzymałam 4 małe babki ziemniaczane. W sam raz na raz dla mojej rodzinki.


Składniki:


-1/2 kg ziemniaków,
- 1 cebula,
- gruby plaster boczku,
- 1 jajko,
- przyprawy: 1 łyżeczka majeranku, 1/2 łyżeczki soli oraz świeżo zmielony pieprz,


Przygotowanie:


Ziemniaki obieramy ze skórki, myjemy a następnie mielimy w malakserze. Powstała papkę ziemniaczaną odsączamy na sitku. Gdy już nieco obcieknie dodajemy resztę składników: pokrojony w kostkę boczek, drobno posiekaną cebulkę oraz przyprawy. Powstałą masę ziemniaczaną przekładamy do wysmarowanych tłuszczem foremek żaroodpornych. Babkę ziemniaczaną pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni około 70-75 minut. Smacznego!


Babka ziemniaczana



Lisek Urwisek- gra dla dzieci

Lisek Urwisek- gra dla dzieci



Planszówki dla dzieci


 Lisek Urwisek- gra dla dzieci



"Lisek Urwisek" to kolejna gra dla dzieci, która zagościła w naszym domu. Od jakiegoś czasu poszerzamy naszą kolekcję gier by móc zaproponować naszym dzieciom dobrą zabawę w rodzinnym gronie. Gdy tylko pogoda nie dopisuje i jesteśmy skazani na popołudnie w domu to sprawdzona gra planszowa jest dla nas częstym wyborem. Rozsiadamy się na dywanie i przenosimy się w świat planszówek.

Lisek Urwisek to gra, która została okrzyknięta najlepszą grą dla dzieci w 2018 roku! Słyszeliśmy o niej dużo pozytywnych informacji i postanowiliśmy przetestować ją na sobie:)


"Lisek Urwisek" - wprowadzenie do gry


To kolejna gra wydawnictwa "Nasza Księgarnia", która ma na swoim koncie wiele innych ciekawych pozycji. "lisek Urwisek" to gra detektywistyczna i kooperacyjna. Tutaj liczy się współpraca i nie ma mowy o rywalizacji. Teoretycznie jest dedykowana dla dzieci od 5 roku życia ale jak się już niejednokrotnie przekonaliśmy można ten próg wiekowy obniżyć i zaproponować grę także młodszym dzieciom. Jednocześnie w grze może uczestniczyć od 2 do 4 graczy a cała rozgrywka trwa około 20 minut.




Jak to zazwyczaj w przypadku gier dla dzieci oko przyciąga szata graficzna. Piękne kolory, dopracowane dodatki- nic tylko grać!



Celem gry jest odkrycie, który lisek jest tytułowym urwiskiem, który ukradł gospodyni świeżo upieczone ciasto. W trakcie gry uczestnicy zbierają wskazówki dotyczące wyglądu liska. Gracze współpracują ze sobą by zlokalizować liska urwiska zanim ten ukryje się w swojej norce.

Gracze mają do swojej dyspozycji kolorową planszę, 4 pionki detektywów w kształcie czapek, 3 kostki, 12 żetonów wskazówek, 16 kart podejrzanych lisków, 16 kart liska urwiska, figurkę lisa oraz dekoder wskazówek.

Zaczynamy grę od rozłożenia planszy, kart podejrzanych lisków ( po 4 na każdej krawędzi), ułożenia żetonów wskazówek na polach oznaczonych odciskiem łapy. Ustawiamy na planszy figurkę lisa a każdy z graczy wybiera swój pionek detektywa i układa go w wyznaczonym miejscu. Teraz tylko zostało przygotowanie kostek oraz wylosowanie jednej karty liska urwiska i wsunięcie jej do dekodera.




Gra polega na przemieszczaniu pionków na planszy za pomocą kostek. Zadaniem graczy jest zbieranie żetonów wskazówek, które zostaną umieszczone w dekoderze wskazówek. Dzięki temu wyjaśni się jak wygląda lisek urwisek i łatwiej będzie go zlokalizować. 



Podczas każdego ruchu gracz decyduje czy będzie szukał wskazówek czy też ujawniał podejrzane liski. Gracze rzucają trzema kostkami a następnie wykonują swój ruch. Nas synek zazwyczaj wybiera szukanie wskazówek bo wtedy może skorzystać z detektora, który jest ciekawym dodatkiem do gry. To on wskazuje czy odkryta wskazówka dotyczy naszego poszukiwano liska urwiska.  W tej grze ćwiczymy także pamięć bo musimy zapamiętać odkryte wskazówki pod kątem naszego podejrzanego. Jeżeli natomiast zdecydujemy , że zamiast szukania wskazówek chcemy odkryć karty podejrzanych lisków to odsłaniamy dwie z nich i zastanawiamy się, czy któryś z lisków ma ujawnione w detektorze przedmioty. Jeżeli któregoś z lisków uznamy za niewinnego to odkładamy kartę z jego wizerunkiem do pudełka- tym samym zawęża nam się grono podejrzanych.

Nam osobiście bardzo podobają się wizerunki lisków oraz ich ciekawe imiona. Wśród bohaterów gry znajdziecie: Leokadię, Staszka, Gerwazego czy Balbinę.




Gra kończy się gdy wszyscy gracze są przekonani, który lisek to poszukiwany podejrzany lub gdy zostali przechytrzeni i lisek zdążył dotrzeć do norki. 




To co najbardziej podoba nam się w tej grze - pomijać piękną szatę graficzną i ciekawe dodatki to całkowita współpraca graczy. Nikt tutaj ze sobą nie rywalizuje wręcz przeciwnie wygrana jest sukcesem wszystkich- podobnie jest z przegraną. Także jak chcecie nauczyć swoich dzieci współpracy to ta gra jest świetnym wyborem. Gra ma bardzo proste zasady co jest jej dodatkowym atutem. W krótkim czasie można rozegrać pasjonującą rozgrywkę i wcielić się w rolę detektywa. Gra daje wiele możliwości. Za każdym razem ma inny przebieg i jej losy mogą potoczyć się odmiennie przez co cały czas ciekawi i zachęca do gry. My przetestowaliśmy tą grę. Polecamy i zachęcamy. Taka gra to także super pomysł na prezent!  
Czekoladowy krem z dyni

Czekoladowy krem z dyni

 

krem z dyni



Czekoladowy krem z dyni


Jesień to u nas czas na dyniowe smaki. Ja z utęsknieniem czekam, aż dynia urośnie i będę mogła robić z niej różne pyszne dania. Zupa krem z dyni to klasyk ale ja zazwyczaj piekę dynię i z musu dyniowego wyczarowuje różne dania. Placuszki dyniowe to opcja na śniadanie, koktajl z musem dyniowym świetnie sprawdzi się jako drugie śniadanie, na deser można przygotować ciasto dyniowe lub muffinki a na kolacje dyniowy chlebek. Możliwości jest bardzo dużo a każda z nich smaczna i zdrowa. 

Tym razem przygotowałam jeszcze coś innego...poszłam w kierunku słodkiego i zrobiłam czekoladowy krem z dyni. To jeden z naszych ulubionych dodatków do porannych placuszków czy gofrów. Sam smakuje też świetnie. Jest lekki i wprost rozpływa się w ustach. Mus z dyni zapewnia mu jedwabistą i gładką konsystencję a dodatkowo podnosi jego walory zdrowotne. Uwielbiam takie połączenia- niby krem czekoladowy a jaki zdrowy! I pyszny!


Przepis na czekoladowy krem z dyni


Podstawą tego kremu jest mus z dyni, dlatego najpierw trzeba ją upiec, zblendować i ostudzić. Potem można już przystąpić do przygotowania kremu czekoladowego- zajmie to Wam kilka minut. Do czekoladowego kremu z dyni dodaję własne masło orzechowe - na szczęście zawsze mam jego zapas w lodówce:) 

Składniki:


- szklanka (250 ml) puree z dyni,
- 4 łyżki masła orzechowego,
- 5 łyżek kakao lub karobu ( jak macie w domu alergika),
- 3 łyżki miodu,
- 1 łyżeczka cynamonu,

Przygotowanie:


By uzyskać słoik pysznego czekoladowego kremu z dyni wystarczy zblendować wszystkie składniki ze sobą. Gotowy krem przechowujemy w lodówce.

nutella



Czekoladowe ciasto z cukinii

Czekoladowe ciasto z cukinii


ciasto z cukinii



Czekoladowe ciasto z cukinii


Dzisiaj coś dla fanów zdrowych ciast....robiłam już różne ciasta ale to skradło moje podniebienie i aktualnie znajduje się wysoko na liście ulubionych deserów. Cukinia ukryta w tym cieście sprawia, ze jest ono puszyste i mięciutkie. Jej smak nie jest wyczuwalny ale oddaje swoje walory zdrowotne i tak jak wspomniałam wpływa na konsystencję ciasta. Dodatkowo to ciasto jest bez glutenu i bez laktozy. Oczywiście możecie zamienić mąkę i użyć mleka krowiego też będzie pysznie ale ja staram się unikać maki pszennej i laktozy z powodów zdrowotnych:)

Robiłam już ciasto cukiniowe ale dzisiaj stwierdzam ze cukinia i czekolada to połączenie idealne. A do tego kokosowa nuta i mamy to!

U mnie jeszcze jest jedna cukinia z jesiennych zapasów więc już chyba nikt nie ma wątpliwości co z niej wyczaruję:)


Przepis na czekoladowe ciasto z cukinii


Podane proporcje są na tortownicę o średnicy 24 cm.  


Składniki:

- 400 gram cukinii,

- 400 gram mąki,

- 40 gram kakao,

- 4 jajka w temperaturze pokojowej,

- 200 ml oleju kokosowego,

- 150 ml mleka kokosowego,

- 100 gram czekolady,

- 100 gram cukru,

- 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,


Karmel:

-  200 ml mleczka kokosowego,

- 2 łyżki cukru,

- 1 łyżka oleju kokosowego,

- 4 łyżki masła orzechowego,

- płatki migdałowe do ozdoby,


Przygotowanie:

Cukinię myjemy, obieramy ze skórki, pozbywamy się pestek i miąższu a następnie ścieramy ją na tarce na dużych oczkach. Przekładamy na sitko by odsączyć cukinię z nadmiaru wody.

W misce mieszamy ze sobą składniki suche: przesianą mąkę ( u mnie pół na pół ziemniaczana i kukurydziana), kakao i proszek do pieczenia. 

W garnuszku podgrzewamy ze sobą mleko, olej oraz połamaną na mniejsze kawałki czekoladę. Całość mieszamy rózgą do całkowitego połączeni składników- nie gotujemy. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy do wystygnięcia.

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy je ze szczyptą soli na sztywną pianę. Żółtka ucieramy z cukrem na wysokich obrotach, aż do momentu uzyskania jasnej, puszystej masy. Zmniejszając obroty wlewamy powoli wystudzoną masę czekoladową. Teraz pora na dodanie składników suchych, dodajemy je partiami i delikatnie mieszamy całość szpatułką. Masa zrobi się gęsta. Teraz pora na cukinie. Całość ponownie dokładnie mieszamy. Na samym końcu dodajemy ubitą pianę. Delikatnie mieszając łączymy całość do połączeni się składników. 

Gotową masę przekładamy do foremki. Ja użyłam tortownicy o średnicy 28 cm. Pieczemy około 50 minut w temperaturze 180 stopni. Stopień wypieczenia sprawdzamy wykałaczką, jak patyczek wbity w ciasto będzie suchy to znaczy, że jest gotowe.

Gdy ciasto się piecze możecie przystąpić do przygotowania polewy karmelowej. Wszystkie składniki na karmel przekładamy do garnuszka i gotujemy około 30-40 minut, aż całość zgęstnieje. Wówczas zdejmujemy garnuszek z ognia i gdy karmel nieco ostygnie łączymy go z masłem orzechowym. Tak powstałą polewą zdobimy nasze ciasto, gdy już będzie wystudzone. Na koniec posypujemy płatkami migdałowymi. Życzę Wam smacznego!


Ciasto czekoladowe


Choinka na pniu

Choinka na pniu

 

Choinka na pniu



Choinka na pniu



Choinka na pniu cieszy się niegasnącą popularnością i w sumie trudno się dziwić bo jest bardzo ładna. My zakupiliśmy pierwszą naszą choinkę na pniu gdy synek stał się bardziej mobilny i trzeba było wynosić delikatne rzeczy na wyższy poziom. Tak też przetrwały wszystkie nasze szklane bombki. Zobaczymy jak w tej kwestii odnajdzie się córeczka:)

Choinka na pniu cieszy oko i pięknie zdobi dom. Ja postanowiłam stworzyć swoją przedświąteczną wersję tego drzewka. Moja choinka wykonana jest z szyszek- idealne byłyby tutaj szyszki jodły ale ja ze względu na ich brak w moim rejonie spacerowym posiłkowałam się szyszkami świerku.

Gdy w mojej głowie narodził się pomysł na wykonanie takiej choinki ( czego nie mogę zignorować tylko musi dojść do realizacji w pierwszym nadarzającym się momencie) to z każdego spaceru z córeczką wracałam z szyszkami. Dobrze, że nasz wózek ma pojemny kosz:) A gdy tylko miałam wolną chwilę próbowałam dopiąć swój pomysł i samodzielnie zrobić choinkę na pniu.

Wbrew pozorom nie jest to trudny projekt. Wymaga cierpliwości i nagromadzenia odpowiedniej ilości materiałów. Choinka aktualnie zdobi nasz salon i zapowiada zbliżające się święta. Możemy cieszyć się nią znacznie dłużej niż tylko w same święta i na pewno zostanie z nami na lata.


Jak zrobić choinkę na pniu?



Jak już wspominałam po zgromadzeniu potrzebnych materiałów zabieramy się do dzieła. Dużo zależy też jakiej wysokości choinkę chcecie otrzymać. Moja ma około 1,30 m wysokości i podam Wam przepis na wykonanie właśnie takiej choinki. Jeżeli chcecie zrobić mniejsza lub większą to dostosujcie odpowiednio ilość materiałów.


Potrzebne materiały:

- karton grubego papieru 50 x 70( u mnie w kolorze złotym),
- gruba gałąź na pień o długości ok 1,10m
- drewniany krążek,
- szyszki ( około 150 sztuk!),
- klej na gorąco,
- farba w sprayu,
- wkręt,
- zszywacz,
- nożyczki,
- stare gazety,


A teraz krok po kroku jak zrobić w domu choinkę na pniu? 



Przygotowanie stelaża pod szyszki


Z kartonu robimy stożek, zszywamy boki zszywaczem a odstający papier odcinamy.

karton


Przygotowanie pnia


Drewniany krążek łączymy z naszą gałęzią za pomocą wkrętu. Im większa choinka tym gałąź na pień powinna być grubsza by utrzymała całą konstrukcję.

pień



Doczepianie szyszek


Stożek z kartonu osadzamy na pniu. Radzę wypchać sam czubek gazetą by gałąź nie przebiła się na wylot pod wpływem ciężaru szyszek. Klejem na gorąco doczepiamy szyszki - jedna obok drugiej. Ja przed przystąpieniem do pracy posegregowałam swoje szyszki pod względem wielkości. Zaczęłam mocowanie szyszek od dolnego pasa i tak pięłam się do góry.

choinka na pniu



Malowanie choinki


Gdy przymocujecie wszystkie szyszki przychodzi pora na malowanie. Robimy to oczywiście na świeżym powietrzu- zabezpieczając teren wokół by przy okazji nie pomalować czegoś innego. Chciałam żeby szyszki na mojej choince wyglądały jak przyprószone śniegiem dlatego do jej pomalowania użyłam białej farby w sprayu. Gdy farba wyschnie i jej zapach nie będzie już wyczuwalny możecie wnieść pomalowaną choinkę do środka i znaleźć dla niej odpowiednie miejsce. Na choinkę można założyć światełka a powstałe luki między szyszkami wypełnić ozdobami. Ja nie zdobiłam dodatkowo mojej choinki na pniu. A dzięki temu, że wybrałam karton w złotym kolorze to wolne przestrzenie między szyszkami nie rzucają się w oczy.

choinka z szyszek

Miłej zabawy przy tworzeniu własnej choinki na pniu.






Chili con carne

Chili con carne


Danie jednogarnkowe



 Chili con carne


To ulubione danie mięsne mojego męża. Sycące za sprawą wołowiny i aromatyczne dzięki przyprawom. Szybkie i proste w wykonaniu a wygląda i smakuje jak danie z wyższej półki. 

Chili con carne to taka wersja sosu mięsnego z warzywami. Ta potrawa jednogarnkowa świetnie sprawdzi się jako obiad dla gości czy też pożywna potrawa dla domowników. Można zaserwować je z dodatkiem chleba, ryżu czy też placków tortilli. 

Tradycyjnie danie to wywodzi się z Teksasu. Powinno być nieco pikantne i aromatyczne. Osobiście preferuję łagodne dania więc i w moim przepisie nie szaleję z ostrością. Natomiast wystarczy trochę więcej chili i będzie moc.



Chili con carne- jak zrobić?


Z podanych proporcji przygotujecie danie dla 4 osób. Jeżeli nie macie domowego przecieru pomidorowego to zastąpcie go passatą lub zmiksowanymi świeżymi pomidorami. Do przygotowania tego dania idealny będzie garnek z grubszym dnem.

Składniki:


- 300 gram mielonej wołowiny,
- 2 cebule,
- 3 ząbki czosnku,
- 300- 400ml domowego przecieru pomidorowego,
- 1 średnia czerwona papryka, 
- 1 puszka czerwonej fasoli,
- 100 ml wody,
- przyprawy: po 1/2 łyżeczki: chilli, słodkiej papryki, oregano i kuminu,
- 2 łyżki tłuszczu do smażenia,
- sól i pieprz do smaku,

Przygotowanie:


Cebulę i czosnek obieramy i drobno kroimy. Następnie smażymy je na rozgrzanym tłuszczu przez 2-3 minuty, mieszając od czasu do czasu. Do podsmażonej cebuli z czosnkiem dodajemy przyprawy: chilli, paprykę, oregano oraz kuminu. Całość razem mieszamy. Kolejny krok to dodanie mięsa. Rozdrabniamy je na mniejsze kawałki i smażymy. Gdy mięso zmieni kolor na jaśniejszy dodajemy przecier pomidorowy wymieszany ze 100 ml wrzątku i całość dokładnie mieszamy. Gotujemy na małym ogniu około 10 minut. W tym czasie paprykę myjemy a po wyciągnięciu gniazda nasiennego kroimy w kostkę. Dodajemy do naszej potrawy i całość gotujemy kolejne 10 minut. Ostatni krok to dodanie odsączonej fasoli. Po jej dodaniu do potrawy wystarczy już tylko 5 minut gotowania. Gdy danie wyda Wam się zbyt gęste możecie dolać trochę gorącej wody. Doprawiamy do smaku i zajadamy. Smacznego!


chili con carne








Kotleciki z kaszy jaglanej

Kotleciki z kaszy jaglanej

placki jaglane



Kotleciki z kaszy jaglanej


Lubię mięso ale bez przesady:) Jakoś bardziej ciągnie mnie w stronę wegetariańskich kotletów. Stąd pomysł na kotlety z ryżu czy ciecierzycy a dzisiaj proponuję Wam kotlety z kaszy jaglanej. To super rozwiązanie na pożywne danie. Takie kotleciki smakują wybornie zarówno na ciepło jak i na zimno. To dobra alternatywa do kanapek do pracy. Na pewno zdrowsza i smaczniejsza. Ich smak wzbogacają rozgrzewające przyprawy. Mój synek uwielbia te kotleciki i wcale mu nie przeszkadza zielenina w nich ukryta:) Bardzo się cieszę, że mój syn jest fanem tej kaszy, ponieważ kasza jaglana jest bardzo zdrowa. Lekkostrawność, działanie antywirusowe, bogactwo składników mineralnych to tylko nieliczne właściwości zdrowotne tej kaszy.


Przepis na kotlety z kaszy jaglanej 


Przed przystąpieniem do pracy ugotujcie sobie wcześniej kaszę jaglaną to zaoszczędzi Wasz czas i pozwoli bardzo szybko przygotować kotleciki. Ja moczę całą noc surową kaszę w zimnej wodzie, rano ją odcedzam zalewam świeżą wodą i gotuję na małym ogniu 12-15 minut. Dzięki temu zabiegowi kasza jest jeszcze bardziej lekkostrawna a jej składniki lepiej przyswajalne. Możecie jednak ugotować ją tradycyjnie ale pamiętajcie by przed wrzuceniem jej do wrzątku przepłukać ją na sitku by pozbyć się goryczki. 

Składniki:

- 400 gram ugotowanej kaszy ( około 120-150 gram suchej),

- 1 jajko,

- 40 gram tartego parmezanu,

- przyprawy: 1/2 łyżeczki kurkumy, 1 łyżeczka kurkumy, 1 łyżeczka curry, sól i pieprz,

- pęczek posiekanej pietruszki,

- mąka jaglana do obtaczania kotlecików,

- masło klarowane do smażenia,



Przygotowanie:

Łączymy ze sobą wszystkie składniki: zimną i ugotowaną kaszę jaglaną, jajko, przyprawy i posiekaną natkę pietruszki. Dodajemy starty parmezan i łączymy całość w jednolitą masę. Zwilżonymi rękami odrywamy po kawałku masy i formujemy kotleciki. Obtaczamy je w mące jaglanej i smażymy na rumiano. Ja do smażenia używam masła klarowanego. Smacznego!

kotlety jaglane



Odnawianie walizki

Odnawianie walizki




 Stara walizka w nowej szacie



Mam kilka pasji i na szczęście możliwości i chęci, żeby je realizować. Uwielbiam rękodzieło, tworzę kartki okolicznościowe, szyję, uwielbiam piec i gotować. W wolnym czasie robię to na co przyjdzie mi ochota lub to za czym szczególnie zatęsknię. Czasem wracam do danej pasji po długiej przerwie a czasem robię daną rzecz codziennie przez kilka dni z rzędu. Bez przymusu i bez pośpiechu. Daje mi to poczucie spełnienia i zaspokaja potrzebę tworzenia. 

Tym razem zachciało mi się odnowić starą, drewnianą walizkę. Mam już za sobą odnowienie szafki, półek na taras a gdy zobaczyłam tą walizkę u sąsiada od razu wiedziałam, że może mi posłużyć i dam jej drugie życie. 

Takie odnawianie starych rzeczy to świetna zabawa, która daje wiele możliwości. Można coś przerobić zgodnie z własnym pomysłem i wizją. Takie prace spokojnie wykonacie bez większych nakładów finansowych i specjalistycznych sprzętów. Zresztą zaraz przekonacie się sami, gdy opowiem Wam jak przebiegało u mnie odnawianie starej walizki.

Walizka pełni teraz funkcję ozdobną salonu a dodatkowo jest w stanie pomieścić wiele moich plastycznych rzeczy wykorzystywanych przy robieniu kartek:)


Jak starym rzeczom nadać drugie życie?


Do odnowienia starej walizki potrzebujemy:

- śrubokręt do odkręcenia starych zawiasów i chwytów,
- papier ścierny lub szlifierka,
- szeroki pędzelek do usuwania kurzu, 
- lakier lub lakierobejca,
- kuweta i przybory do malowania,
- nowe zawiasy i uchwyty,
- materiał,
- taker,


A teraz krok po kroku jak odnowić starą walizkę


Przygotowanie walizki


Na samym początku odkręcamy stare zawiasy i uchwyty. Myjemy walizkę wodą z odrobiną płynu do naczyń a następnie pozostawiamy ją do wysuszenia. 




Ściąganie starego lakieru


Za pomocą szlifierki ściągamy starą warstwę lakieru. Gdy  nie dysponujecie takim sprzętem to możecie zrobić to ręcznie za pomocą papieru ściernego. Szlifierka poradzi sobie z większą powierzchnią ale nie dotrze do zakamarków dlatego papier ścierny i tak będzie potrzebny. Po ściągnięciu warstwy starego lakieru czyścimy ponownie walizkę, pomocny okaże się pędzel, dzięki któremu pozbędziemy się kurzu powstałego przy szlifowaniu. Ja ściągnęłam lakier tylko z zewnętrznej części walizki. Środek bardzo dobrze się zachował dlatego ograniczyłam się tylko do jego umycia i obicia materiałem.




Nakładanie nowej warstwy lakieru


Lakierem lub lakierobejcą malujemy walizkę kilkakrotnie. Po każdym malowaniu czekamy aż wyschnie i nakładamy kolejną warstwę, aż do uzyskania pożądanego odcienia. Długo zastanawiałam się nad odcieniem jaki chce uzyskać. Zdecydowałam się na lakierobejcę ponieważ oprócz koloru zapewnia ona ochronę przed uszkodzeniami i wilgocią. Lakierobejcę nałożyłam małym wałeczkiem wykonanym z gąbki. Najpierw wylałam jej część do kuwety a następnie maczałam wałek i malowałam kolejne części walizki. Pomału i dokładnie tak by położyć wszędzie jej równomierną warstwę i nie tworzyć zacieków. Oczywiście malowanie przeprowadziłam na świeżym powietrzu. Po nałożeniu jednej warstwy odczekałam kilka godzin potrzebnych na jej wyschnięcie zgodnie z instrukcją na opakowaniu a następnie nałożyłam kolejną warstwę. 



Wymamiana zawiasów i uchwytów


Pomalowaną i całkowicie wyschniętą walizkę można poddać dalszej odnowie. Wymieniłam stare zawiasy zamocowane z tyłu walizki a z przodu zamontowałam ozdobne zapięcia i uchwyt. Wnętrze walizki nie wymagało większego nakładu pracy poza przymocowaniem takerem ozdobnego materiału, dzięki któremu stworzyłam kieszeń do przechowywania. Przy tym ostatnim kroku warto poprosić kogoś o pomoc. Zresztą nie musicie wszystkich kroków wykonać sami. Liczy się pomysł i jego realizacja a gdy z czymś sobie nie radzimy lub robimy to pierwszy raz to warto poprosić o pomoc osobę bardziej doświadczoną w temacie. 




To by  było na tyle w temacie. Aktualnie jestem posiadaczką nietuzinkowej walizki, która cieszy oko i spełnia praktyczną funkcję. Zobaczymy co zechce mi się odnowić następnym razem:)



Kapuśniak

Kapuśniak

kapuśniak z kapusty kiszonej


 Kapuśniak



To niesamowite, że synek obraca się na pięcie gdy proponuję mu kapustę kiszoną czy to w surówce czy w pierogach, krokietach i innych daniach a na kapuśniak się skusi i zajada go z apetytem! Cieszę się, że jest choć jedno danie, w którym mogę mu przemycić ten zdrowy i bardzo wartościowy składnik. 

Jak wszyscy dobrze wiedzą kiszonki są wskazane w naszej diecie ze względu na bogactwo witamin i działanie probiotyczne. Ja osobiście zajadam się kapustą kiszoną między posiłkami a do kapuśniaka zasiadamy wszyscy razem i zjadamy go z apetytem. Bazą jej są też żeberka, warzywa i przyprawy. Moja zupa jest aromatyczna i delikatnie kwaśna. Staram się jej nie zagęszczać. Jest wolno gotowana dzięki czemu jest aromatyczna i pełna smaku.



Przepis na kapuśniak


Z podanych proporcji otrzymuję duży garnek pysznej zupy, która starcza mojej trzyosobowej rodzince na 3 dni no chyba, że po drodze ktoś załapie się na obiad to znika po kolejnej dokładce.

Składniki:


- 0,6 kg żeberek,
- 2,5 litry wody,
- 0,4 kg kapusty kiszonej,
- 0,5 kg ziemniaków,
- 1 cebula,
- 3 marchewki,
- 1 pietruszka,
- 1/2 selera,
- przyprawy: 1i 1/2 łyżeczki soli, 2 liście laurowe, 3 ziela angielskie, 1 łyżeczka kminku, 1 łyżeczka majeranku, świeżo mielony pieprz, siekana pietruszka wedle uznania

Przygotowanie:


Mięso płuczemy pod bieżącą wodą i  przekładamy do garnka. Zalewamy zimna wodą w ilości ok. 2,5 litra, dodajemy sól i gotujemy na średnim ogniu pod przykryciem około 40 minut. Między czasie zbieramy powstały szum.
Warzywa obieramy, myjemy i kroimy na mniejsze kawałki. Marchewki i pietruszkę w podłużne paski a  cebulę opalamy. Po wskazanym czasie dodajemy do wywaru przygotowane warzywa wraz z selerem, liśćmi laurowymi i zielem angielskim. Całość gotujemy pod przykryciem około 30 minut.
Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w kostkę. Dodajemy do zupy i gotujemy ją kolejne 10 minut. 
Przygotowujemy kapustę suszoną. Przemywamy ją pod bieżącą wodą, odsączamy na sitku a następnie kroimy na mniejsze fragmenty. Kapustę dodajemy do zupy wraz z kminkiem i majerankiem. Gotujemy 20 minut. Pod koniec gotowania dodajemy posiekaną pietruszkę, doprawiamy całość solą i świeżo zmielonym pieprzem. Zupę można zagęścić łyżką mąki podsmażonej na łyżce tłuszczu ale ja zazwyczaj tego nie robię. Ilość warzyw, którą dodałam do zupy nadaje jej odpowiednią konsystencję. Smacznego!


kuchnia polska





Domowe czekoladki

Domowe czekoladki

 

czekoladki spersonalizowane



Domowe czekoladki


Jak się do czegoś zapalę to wchodzę w to na 200 %. W mojej kulinarnej przygodzie postanowiłam zrobić domowe czekoladki. Nakupiłam oczywiście mnóstwo silikonowych foremek dających możliwość wykonania czekoladek w różnych kształtach i do dzieła. Swoja drogą takie foremki są bardzo uniwersalne- robię w nich oprócz czekoladek także chałwę i inne małe słodkie przekąski.

Przyznaję się bez bicia, że lubimy czekoladę. Mała jej kostka potrafi dodać nam energii i sił do dalszego działania. Najbezpieczniejsza wg mnie jest gorzka czekolada. Niestety smakowe jej odpowiedniki są już nafaszerowane różnymi, niekoniecznie zdrowymi dodatkami. Dlatego postanowiłam zrobić domowe czekoladki na bazie gorzkiej czekolady ale ze słodką, naturalną niespodzianką w środku.

Możliwości wykonania takich czekoladek są nieograniczone. Dodajecie do środka to co lubicie. Ja narazie skupiłam się na dwóch dodatkach- robiąc ukłon w stronę męża zrobiłam domowe czekoladki z wisienkami a odpowiadając na gusta synka domowe pralinki nadziałam masłem orzechowym. Obydwie wersje przypadły nam do gustu i myślę, że na tych dwóch opcjach się nie skończy. 


Przepis na domowe pralinki


Z podanych proporcji otrzymacie około 15 czekoladek. Przygotujcie foremki, potrzebne składniki i do dzieła.


Składniki:

- 100 gram czekolady gorzkiej z dużą zawartością kakao,
- 50 ml mleczka kokosowego,


Przygotowanie:

Przygotowujemy kąpiel wodną. W małym garnku zagotowuję wodę, na garnek zakładam miskę stalową lub ceramiczną tak by nie dotykała gotującej się wody a jedynie ogrzewała się pod wpływem pary. Czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Miskę z roztopioną czekoladą ściągamy z garnka. Do czekolady dodajemy mleko kokosowe i mieszamy masy do połączenia się składników. Masę czekoladową nakładamy pędzelkiem lub łyżeczką do foremek tak by pokryć ich dno i brzegi. Wysmarowane masą czekoladową foremki wkładamy do lodówki. Gdy czekolada zastygnie do foremek dodajemy nadzienie i nakładamy górną warstwę masy czekoladowej, którą ponownie musicie podgrzać. Ponownie odkładamy do lodówki. Gdy pralinki zastygną wyjmujemy je z foremek. takie domowe czekoladki to pyszna przekąska i elegancki deser podczas wizyty znajomych. Smacznego!

pralinki
domowe czekoladki